Menu

Wena, Honda, Nismo...

... i wszystko jasne

Lepiej późno niż później i wygodne buty :-)

wenabc

Dzisiaj sportowo, a nawet agilitowo! Moja głowa się trochę odblokowała, bo zeszłorocznych problemach egzystencjalnych i tradycyjnie jak co roku, zgłosiłam się ze swoimi wełnianymi psami na zawody agility w Bydgoszczy.
Bydgoskie zawody darzę sentymentem ogromnym. Pierwsze kroki z Bandziorem na seminariach. Pierwsze pudło w łącznej z Bandziorem. Pierwsza łapka Weny w A1. Pierwszy czysty bieg z Weną. Pierwsze sukcesy Hondzi. Wszystko to jakoś dziwnym trafem wydarzyło się właśnie na zawodach w Bydgoszczy....

W tym roku dopisujemy dwa kolejne "pierwsze"!! Pierwsza łapka Weny w A2 i pierwsze w życiu sportowe podium Nismo!!
ohoho, zapomniałam... pierwsze zawody z Weną w naszym życiu bez żadnego disa.... No to teraz przejdę do szczegółow! :-)

Mimo ambitnych planów nie udało mi się odbyć zbyt wielu (żadnych? :P) treningów agility w grudniu i styczniu. Ale psy regularnie spacerowały, fitnessowały, w grudniu fristajlowały frizbowo, więc postanowiliśmy zaszaleć i pojechać. Oczekiwania były takie, żeby sobie pobiegać i spędzić miło czas :-) Niestety nie udało mi się z Nismo wsadzić slalomu w tor i zrobić huśtawkę, więc mimo mojej niechęci do tej klasy, musieliśmy zasilić szeregi zerówek, żeby w ogóle móc pobiegać na tych zawodach.
A chcieliśmy, bo doświadczeń w startach z Nismo mamy niewiele (wow, jedne zawody agility rok temu), więc liczy się każda możliwość poszukiwania systemu startowego, sprawdzania co działa w atmosferze zawodów a co nie, wyczucia naszych stanów emocjonalnych.

W sobotę Pan Nismo postanowił był bardzo grzeczny i powtarzalny, dzięki czemu zdobył 2 miejsce w biegu agility 0 (test numer jeden: palisada na zawodach zadziałała, czad), w jumpingu był czwarty, co w łącznej klasyfikacji też dało nam 2 miejsce!

12716024_962584020484656_8658647255419392172_o_1

 

Pani Wena w sobotę miała piękny egzamin z jedną odmową... czyli prezes Klubu PRAWIE nie zawiódł ;-) Za to niedziela... Czysty egzamin i pierwsze miejsce!

 12646677_954320854644306_3065623657477580123_o2

I tutaj pragnę wspomnieć o starych butach. Nie pamiętam już z jakiej okazji i czemu, ale kiedyś 'pewna poznańska zawodniczka' wspomniała o takim porównaniu. Że bierzesz sobie takiego swojego psa na tor, biegniesz i czujesz się jakbyś założyła stare, dobre, wygodne buty.
Tak się czułam :) Nie stresowałam się niczym. Ani przedstartowym procesem, ani startem, ani rozgrzewkami, ani postartowymi procedurami. Wszystko było takie naturalne, znajome i płynne.
Aż tak mnie poniosło, że odmowa w pierwszym egzaminie była przez to, że strzeliłam ślepą zmianę z pełnym zaufaniem, a zapomniałam, że Wena jest z innej epoki :P (kiedyś nie lubiło się ślepych zmian!) Gdybym tylko zrobiła tam fronta, żeby mieć stałą łączność z wełnianą głową....
Na powyższym zdjęciu widać nawet, że zostawiłam ją samą na ciasnym oucie z frontem (i nie niańczyłam, a ona nie kopnęła tyczuszki!).
Po prostu czułam, że płyniemy tam razem! Przez cały weekend nie miałyśmy żadnego disa (a 3 biegi były naprawdę płynne) i w związku z tym po caaaaałych zawodach Wena zakwalifikowała się do Elity Agility i w tejże elicie po finale zajęła w łącznej klasyfikacji czwarte miejsce! 

Tutaj kilka naszych biegów: https://www.youtube.com/watch?v=pLJsTr1iXKY

Poza falą radości po biegach upajałam się atmosferką, spotykaniem starych znajomych i luźnym psychicznie weekendem  A no i biegami "mojej" Tajgi! ;-)
Pieski były bardzo zadowolone i grzeczne. Dla mnie był to niesamowity kontrast, bo starty z Nismo wyglądają tak, ze ciągle testuje i do końca nie wiem czego się spodziewać. A starty z Weną wyglądają tak, że znamy się jak łyse konie! Jak po każdych zawodach miałam trochę przemyśleń. Trochę takich czysto technicznych, a trochę egzystencjalnych. I z tych egzystencjalnych mi wyszło, że... na dobre mi wyszło, że jestem już trochę "z boku" tego centrum agility. Nie ekscytuje się tak aferkami w środowisku, nie mam za dużych ambicji, nie mam też sukcesów, więc nikomu nie zawadzam, nie trenuje regularnie, wiec na zawodach cieszę się z każdej udanej pierdoły.
Dobrze mi to robi na głowę :)))) Jak widać Wenie też, bo w wieku ponad ośmiu lat zrobiła pierwszą łapkę do trójek ;-)
A co do Nismo (znanego pod pseudonimem Puszek Geniuszek) to po zawodach udało nam się zaliczyć już dwa treningi u Moniki Rylskiej i no słów nie mam jaką przyjemność mi sprawia bieganie z tym psem!!!

A jeśli idzie o wiek to trochę się szykuje do wpisu o starszych psach i utrzymaniu ich w formie/startach/ambicjach i udanym życiu :)

12646685_954320817977643_1139002698730562729_o

Seminarium z dr Anetą Bocheńską

wenabc

W zeszłym roku trafiłam z moimi futrzakami do dr Anety i od tamtego czasu wszystkie zostały już przez pania dr przebadane i wymacane. Konsultujemy każdą 'boliłapkę' i cieszę się, że mamy nad sobą kogoś kto obiektywnie wytknie nam wszystko co mamy do przepracowania i ogarnięcia pod kątem fizycznym :-)

IMG_9369_zps0fp7ptihWena w trakcie "przeglądu" u Anety

W zeszłym roku pojawiły się też zapowiedzi seminariów z Anetą. Niestety nie pasował mi żaden termin, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zorganizować je w Poznaniu ;-) Termin został wyznaczony na styczeń. Zainteresowanie przerosło nasze jakiekolwiek oczekiwania. Udało się zorganizować piękną miejscówkę i pozostało czekać na nadejście połowy stycznia!

Nadeszła połowa stycznia! Nasza stała ekipa zabukowała miejscówki noclegowe w Puczilandii, więc cały weekend był wesoły :-)
Podczas zajęć poruszaliśmy tematy związane z budową psów, wpływem tejże na warunki fizyczne i dobór aktywności dla naszego psa. Fajne zdania padły na temat genetyki - wniosek jest taki, że niestety nie da jej się oszukac ;) Należy dużą uwagę przywiązywać do wyboru szczenięcia (albo pójść za głosem serca Zostały przedstawione zasady oceny kątowania u psów (super, bo potem samodzielnie w grupach ocenialiśmy obecne psy i to był najcenniejszy sprawdzian jak kto przyswoił wiedzę i super powtórka tego co wiedziało się wcześniej!)

Jak często powtarzam "na żywo", podczas najróżniejszych wyjazdów, jestem uczulona na "zajeżdżanie" swoich zwierzaków, przetrenowanie i nieprzykładanie uwagi do ich dobrostanu i okresów regeneracji. Dlatego serduszko biło mi mocno za każdym razem, gdy Aneta też do tego nawiązywała. I UWAGA, miało okazję bić mocniej BARDZO często. Kolejna medyczno-sportowa persona, która uczula na przemotywowanie właścicieli psów sportowych...
Zapoznaliśmy się również z wiedzą o podstawowych jednostkach chorobowych dotyczących różnych części ciała. Wywiązała się nawet dyskusja na temat popularnego ostatnio OCD, co w dużej mierze dotyczyło mnie osobiście. 

Dla mnie cenne były prywatne obserwacje Anety po kilku latach praktyki weterynaryjnej w ścisłej współpracy z właścicielami psów sportowych. Ciężko jeszcze dotrzeć do wiarygodnych badań na temat najczęstszych urazów, problemów i zagrożeń jakie niosą psie sporty. Dlatego zawsze z chęcią chłonę wiedzę i doświadczenie osób, które na codzień zajmują się również diagnozowaniem poszczególnych przypadłości.
Mówiła o kilku przypadkach swoich pacjentów, "niespodziankach" podczas diagnozowania (pozdrowienia dla Hondzi ;-) ) i problemach, które wedlug niej zaczynają być dość powszechnymi problemami wśród naszych czterołapnych sportowców.

IMG_9356_zpsei3vxrvn

W drugi dzień szeroko omawialiśmy ćwiczenia wzmacniające, utrzymanie kondycji, wpływ ćwiczeń na organizm i sens ich stosowania. Przeszliśmy też przez tematykę rozgrzewki, cool-down, planowania treningów. Cieszę się niesamowicie ze względu na zaprezentowane "zdrowe" podejście do tematu. Często wyśmiewam się z popularności lidlowskich orzeszkowych piłek i akcji "ludzie promocja w lidlu, lećcie po piłki"... :P Ale jest w tym niestety dużo prawdy, bo Aneta jest kolejną osobą nadążającą za najnowszymi doniesieniami odnośnie tego, że piłki gimnastyczne nie są dobre na całe zło tego świata ;-) Jest to stanowisko dosyć opozycyjne w stosunku do ogólnej mody na "fitpawsy", ale cieszę się, bo nawet jeśli prawda leży gdzieś po środku, to jest to głos studzący trochę dzikie entuzjazmy! Drżyjcie narody przed wstawianiem na piłki wszystkiego co się rusza! (chociaż ja akurat lubię używać piłek do niektórych ćwiczeń umięśnionych psich atletów i cieszę się, że ktoś te piłki wymyslił, bo sprawiają nam dużo frajdy :) )

Nie będę zagłębiać się w dokładną treść seminarium, bo myślę, że wiele rzeczy niestety zostałoby pokonanych przez niedoskonałośc internetowego przekazu. Mogę tylko polecić uczestnictwo w takiej formie nauczania, bo oprócz wiedzy merytorycznej było też profesjonalnie i mega sympatycznie!
A jeśli szukacie weta, który zafunduje Waszemu psu porządny przegląd manualny i ustosunkuje się do tego co prezentuje sobą ciało Waszego sportowca - proponuję wybrać się osobiście na wizytę!
Podczas seminarium mieliśmy kilka psów, na których pracowaliśmy podczas sesji praktycznych. Aneta też każdemu z nich poświęciła kilka minut i zwerbalizowała swoje spostrzeżenia. Warto jednak pamiętać, że zabranie psa na takie seminarium nie równa się pełnej wizycie w gabinecie, kiedy cała uwaga mądrej osoby jest skupiona na Was :-) Nas od Anety dzieli 200km drogi, ale... jeździmy. Tak, tylko po to, żeby się dowiedzieć co mamy robić!

Seminarium dostarczyło mi tez pewnej inspiracji. Zawsze byłam kiepska w planowaniu, tworzeniu sobie planów treningowych i ich wypełnianiu. No niestety, jak już wspomniałam nędzny ze mnie sportowiec pod względem mentalnym (niestety przeważa we mnie wrazliwość włócznika i potrzebuje dużej ilości sukcesów w procesie treningowym :P )
Wiec 2016 zleci nam pod hasłem 'nie umiem planować, będę kontrolować', o. Powzięłam postanowienie zapisywania tego co codziennie robiły (lub nie....) moje psy. Może trochę się tym kopne w pupę, a pieseczki zyskają!

12584238_1074744069210681_1523217464_n

Bardzo się cieszę, że miałam okazję brać udział w tym seminarium. Niestety mało mamy w Polsce okazji to poszerzania swojej wiedzy z zakresu fizjoterapii zwierząt. Uważam, że nawet jeśli coś już wiemy, warto wybrać się, poznać zdanie innej osoby. Często odświeżyć i utrwalić swoją wiedzę.
Na dodatek ja po prostu lubię się uczyć (tak! lubię sesje, lubię być studentem, lubię robić notatki!)

PS. W ogóle to chciałam powiedzieć, że ten osobnik po lewej od sierpnia nie miał w mordce frisbee, nie biegał za zabawką, nie trenuje agility i dopiero od 1go grudnia odbywa spacery bez smyczy i.... posiada powoli swoje dawne ciało!!!!!! <3
Kosztuje mnie co prawda więcej aktywacji szarych komórek, więcej czasu i więcej starań niż "zwykłe" treningi, ale jestem z niej niesamowicie dumna! I od razu humory jakby lepsze.... :-)

12607006_1074744129210675_892162287_n

 

© Wena, Honda, Nismo...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci