Odwiedziło nas: osób.
środa, 11 stycznia 2012
Kradziej.

Ta pani po lewej działa mi ostatnio na nerwy jeszcze bardziej niż zwykle w kwestii swoich zdolności zdobywania jedzenia.

 

Zaczynam podejrzewać, że im lepiej schowam jedzenie, tym ona ma większą frajdę jak mnie nie ma w domu....
Ostatnio po raz nie-nie wiem-który i nie-wiem-jak dostała się do pokoju gdzie mam suchą karmę i pożywiła się tak, ze wyglądała jakby za moment znów miała rodzić. Byłam dla niej bardzo, bardzo niemiła i aż miałam potem bardzo, bardzo niemiłe wyrzuty sumienia. Jak to bywa po takich wspólnych wyrzutach sumienia - potem przez kilka dni byłyśmy dla siebie bardzo kochaniutkie.

Ale długo to nie trwało, bo dzisiaj podczas mojego pobytu na uczelni w tajemniczych okolicznościach zaginęło pół bochenka chleba i pół paczki słonecznika (niełuskanego!). Po moim powrocie do domu główna podejrzana zniknęła pod fotelem, a najcenniejszy świadek zdarzenia został oskarzony o współudział i odmówił składania zeznań, żeby się nie pogrążać...
Pozostał mi jedynie małoletni osobnik, który w tym czasie przebywał w miejscu zdarzenia, ale niestety siedział w izolatce zasłonięty prześcieradłem, więc jego zeznania nie są wiarygodne....

Ale jestem z siebie dumna, nie dałam się sprowokować i dalej żyjemy w zgodzie 8)

W sumie gdyby mnie ktoś "odgórnie" odchudzał, chyba też nie byłabym dla niego miła... Biedne Włóczi!

 

PS. Manta 4,5 miesiąca po porodzie dostaje cieczkę... Obserwując dziwne humory Weny i jej jakieś takie wewnętrzne zestresowanie podejrzewam, że za miesiąc-dwa przyjdzie pora na nią. Mam nadzieję, ze wyrobi się przed wiosną, bo my chcemy friiiiizbiiii...

środa, 04 stycznia 2012
Święta, wieś i sylwestrowe agilitowanie :)

Troche było ciszy, ale w końcu udało nam się na 'chwilę' dłużej opuścić wstrętne miasto i porelaksować się na wsi :)))

Święta jak to święta, minęły bardzo szybko i już dalej trzeba żyć normalnie.
Spędziliśmy miły tydzień na wsi między świętami a Nowym Rokiem. Było o tyle ciekawie, że najpierw była śliczna, słoneczna wiosna, potem deszczowa i wietrzna jesień, a na koniec mroźna zima :P Nigdy jeszcze w ciagu tygodnia nie przeżyliśmy tam takiej różnorodności pór roku!

Na początku pobyt na wsi wykorzystaliśmy do uwiecznienia aktualnych poczynań Hondziaka i w ten oto sposób powstał drugi filmik z Hondą w roli głównej:

 

Potem były foto-spacery! Pierwszy odbył się jeszcze wiosną...

Część stada miała fziu bziu i niezłą zabawę:

A druga część stada miała misję 8)

Tak, to jest to na co wygląda. Hondzia pasie pieski :P Pisałam o tym juz gdzies na początku Hondziakowych relacji. Muszę przyznać, że na początku naszych wspólnych spacerów mnie to bawiło, potem zaczęło strasznie irytować, aż zaczęło mnie irytowac tak bardzo, że odcięłam Hondę od tej rozrywki całkowicie. Tzn. jak rzucałam piłkę Mancie i Wenie to ona była przypięta/w domu, a jak były luzem to sobie razem chodziły bez pasienia ;-)
Potem stwierdziłam, że jednak jakoś czasem trzeba te trzy psy razem wybiegać i pogodziłam się z faktem, że Honda pasie pieski. Skupiam się na tym, żeby była z tego 100% odwoływalna i żeby bez problemu przechodziła w tryb pracy ze mną. Jak na razie jest ok :) Najnowsze doświadczenia wykazują, że przy pieskach bez problemu się szarpie aportuje i jeśli skieruje się do niej po imieniu to biega też za piłeczką i ją aportuje. Po prostu w chwilach kiedy ja nic od niej nie chce ona oddaje się własnym rozrywkom... O dziwo ona się nie czai na nic innego :P
pogodzenie się z tą sytuacją pozwoliło mi zaznać spokoju wewnętrznego i znów ciesze się spacerami z całą trójką :D

Warto wspomnieć, że staffik mistrz zaczyna wracać do swojej przedciążowej formy!

 

Co do Wełny to ona przed ciążą była u szczytu swojej formy i teraz troche trudno mi się pogodzić z jej spadkiem ;( ale już w miarę schudła i chyba skończyła gubić włosy:

Honda pięknie się komponowała z otoczeniem :)

 

Potem były dni jesienne, gdzie spacery zostały ograniczone, a potem nastała malownicza zima z przymrozkami :)
Honda nadal prezentowała zyciowy optymizm:
 

Manta  była zdecydowanie mniej zadowolona :P

Był jeszcze spacer w oszronionym świecie o wschodzie słońca :)

 

Psy były niesamowicie zadowolone :)

 

A później były sylwestrowe zawody agility. Niestety mój cel nie został osiagnięty (chciałam zrobic łapkę do A3), ale mimo wszystko było pozytywnie. Mistrz-Staff-Zdobywca 4x zajął pierwsze miejsce - Manta biega głównie na zawodach halowych, gdyż na wykładzinie nie kosi tyczek, na trawie bierze wszystko na klatę :D
Wena mimo braku zdobycia łapki dostarczyła mi mnóstwo satysfakcji np. poprzez wysyłanie się na kładkową strefę i ZAKRĘCANIE :) Wreszcie było widać efekt naszej zakrętowej drogi.

Tu mamy pięknie pozakręcany bieg noworoczny:

 

A tu mamy całkiem ładniusi Open Jumping z mniej ładniusi odmową ;-)

 

A tu mamy odcinek milion-pięćset-stodziewięćset filmu pt "Paula i Wena PRAWIE robią łapkę" :P

 

Na zawodach Honda zaliczyła socjal z halą i petardami.
Wnioski szczeniaka wyglądają tak:
- "Hala nie robi na mnie wrażenia"
- "Fajnie się śpi w klatce na hali gdzie biegają pieski. Nie przeszkadzają mi one w odpoczywaniu."
- "Lubie oglądać biegające pieski, ale jak zaczynałam się zbytnio ekscytować to pańcia mnie chowała do klatki, a one tak faaaajnie biegały i szczekały..."
- "Mogę aportować szarpaczek na wykładzinie, ale trochę się śliskam, bo się bardzo angażowałam."
- "Petardy? Nie zarejestrowałam niczego takiego. Coś hałasowało jak chodziłam po dworze, ale nie wiem co to było."

:))) 

 

środa, 14 grudnia 2011
Honda made by Wena :-)

Po tym jak zakończyłam przedostatnią notkę słowami: "Postaram się niedługo sklecić jakąś notkę na temat rozwoju Czarno-Białego Potwora Gryzącego Wszystko, czyli Hondy, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu żeby przetrawić to, ze ona jest jednak inna niż Wena :P" kilka osób zapytało mnie co się za tym kryje.
Nie kryje się nic więcej jak to, że Honda jest inna niż Wena!

Wylazł ten mały zgredek spod Wełnianego ogona ponad 3 miesiące temu, więc całkiem niedawno. W związku z tym zbyt wiele o niej powiedzieć nie mogę, bo miałyśmy trochę mało czasu, żeby się dogłębnie poznać ;-) Na dodatek jak to szczeniaki mają w zwyczaju - Honda rośnie, zmienia się, dojrzewa i... robi się coraz fajniejsza... :-)

W niektórych zachowaniach, ruchach jest tak niesamowicie podobna do Wełny, że mam ochotę ją uściskać. Po czym prezentuje coś co jest niezupełnie podobne do Wełny i... też mam ochotę ją uściskać.

Po pierwsze wygląd. Jest ładniejsza, zdecydowanie ładniejsza. Patrzenie na nią sprawia mi ogromną przyjemność. Oglądanie jej zdjęć jeszcze większą :D Wena też jest ładna i była ładna jako malutki papiś. Około 3go miesiaca natomiast zaczęła się przeobrażać w podrostka i była BRZYDKA. Po prostu :P Miała ładną budowę, kątowanie, ruch, ale w wyrazie była brzydka. Wielkie uszy, dziwna kufa, wielkie oczy jeszcze po szczeniecemu 'dzikie', brzydka sierść, eh... :P
Hondziacz za to jest śliczna, słodziutka i przekochaniutka.


Pierwsza różnica to uśmieszek. Bo Honda się uśmiecha :) Wszelkie znaki głoszą, że jest to uśmiech submisywny. Ona jak coś chce, jak sie cieszy, albo jak chce mnie uspokoić to uroczo marszczy fafelki i robi ten swój ryjek. Wena nigdy tego nie robiła i na początku jak prezentowała to Honda, to za każdym razem niesamowicie mnie rozsmieszała. Mały borderzy pychol, który w tak ewidentny sposób wyraża swoje emocje, powalał na kolana :D

Druga różnica to coś co ogólnie mogłabym nazwać wokalnością ;-) Wena teraz owszem, lubi sobie poszczekać, lubi powydawać dzikie odgłosy, ale jako szczeniak nie prezentowała tych zachowań.
Jest to więc z jednej strony różnica, a z drugiej podobieństwo.
Kiedyś wrzuciłam taki filmik - TUTAJ - gdzie na początku przeprowadzamy z Weną poważną rozmowę ;-) Honda oferuje takie dźwięki np. przy aportowaniu :D
Jak wraca z szarpaczkiem, a ja jej uciekam to dopadając mnie, będąc już tak blisko celu (czyli szarpanka) wydaje taki odgłos z szarpakiem w pysku. Nie zawsze, ale zdarzyło jej się kilka razy.
Zdarza jej się również wydać pojedynczy szczek jak np. goni uciekający szarpak i nie moze go dogonić. Tego Wena nigdy nie robiła. Jest to trochę taki objaw małej frustracji "no ciągle uciekasz, no!".


Oraz usiłuje wymuszać/zwracać moją uwagę pojedynczymi szczekami.
Robię coś jadalnego w kuchni, pieseczki oczywiście mi towarzyszą. Manta i Wena kręcą się wokół mnie wyczekując spadających kąsków (Wena np. zawsze towarzyszy patelni jak coś smażę i zlizuje z ziemi olej, który prysnął.... 8) ).
Hondzia za to siada i zastyga w bezruchu. Bo przecież jak usiądzie i będzie grzecznie patrzeć to na pewno dostanie smaka! A co jak smaka nie ma? Przesuwa się w przód dostawiając pupkę, jakby chciała zaznaczyć "zobacz! siedzę! siedzę!". A co jak to nie działa? Wydaje pojedynzy szczek, dosuwa się jeszcze w przód dostawiając pupkę :D Potrafi ani razu z tego siadu nie wstać, ale wyszła z założenia, że jakoś musi zwrócić moją uwagę.
Wełna tak nie wymusza - ona jest grzeczna, po czym wyczaja okazję, żeby ukraść to co chce dostać :P

Inną różnicą jest pewność siebie. Honda była na początku trochę mniej pewna siebie niż Wena jako szczeniak. Wena jako papiś była dość betonowa. Mogłam ją wrzucić w każde warunki, a ona uznawała "aha, okej, w sumie nie jest źle". Większą wrażliwość na 'trudne' bodźce zaczęła wykazywać dopiero jako dorosły pies. Dziwne to było, że była twardsza w stosunku do otoczenia jako młody pies niż teraz. Nie mówię tu nawet o pracy - bo ona pracuje wszędzie, bez problemu, ale o takiej umiejętności wyluzowania się we wszelkich warunkach.
Honda za to jako mały papiś trochę bardziej reagowała na świat. Jak miała trudną nową sytuację to potrzebowała chwili, żeby do niej przywyknąć. Po chwili wszystko było ok, ale zdecydowanie potrzebowała momentu na 'ogarnięcie się'. Z wiekiem (może wraz z ilością doświadczeń?) jest coraz bardziej wyluzowana.
Przykładem może być tramwaj i autobus, gdzie na początku robiła głośny protest podczas jazdy. Umiała się tam poszarpać zabawką, posiadać za smaczki, ale nie umiała się wyluzować. Odpuściłam na jakiś czas, bo brak czasu nie pozwolił mi na swobodne przejażdki komunikacją po mieście i wróciłam do tematu po jakiś 3 tygodniach. I co? Bez problemu :) Zero stresu, grzeczny szczeniak.

I różnica, której nienawidzę - pasienie piesków! Wena ma bardzo, bardzo mało borderzego oka. NIGDY nie pasła biegających piesków, jakoś w ogóle nie widziała w tym sensu.
Honda uwielbia jak pieski dynamicznie biegają! Baaardzo jej się podoba, uwielbia jak Manta i Wena biegają za piłeczką, a ona tuż obok nich, ale w bezpiecznej odległości to sobie podbiegnie, to pacnie na glebę. Wrrrr, zabiłabym 8)
dlatego od jakiegoś czasu Honda nie biega swobodnie jak piłkuję Mantę i Wenę. Albo ją przypinam, albo szarpię się z nią szarpaczkiem i bawię w aporcik, a drugą ręką rzucam dorosłym sukom piłkę. Po wstrzymaniu tej 'pseudopasącej' rozrywki, sytuacja się znacznie poprawiła. Nawet jak Hondziacz ma okazję to prezentować to nie jest w to aż tak wkręcona jakby mogła.

Za to Wena od małego czuła się niesamowicie zaintrygowana 'uciekającymi' samochodami i rowerami. Wywalczyłyśmy sobie ignorancję i teraz jest luz, ale jako młody piesek już prezentowała zaczątki tej pasji.
Tymczasem Honda prezentuje olew na takie rozrywki. Zobaczymy jak będzie dalej, ale na razie mówi, ze woli gonić pieski niż auteczka :P

Jest jeszcze kilka subtelnych różnic (np. Wena jako szczyl nie wykazywała entuzjazmu smaczkowego - nie to co teraz:P Natomiast Honda nie ma żadnego problemu - smaczek? szarpak? na zmianę? wszystko jest fajne :) ). Pewnie następna lista różnic objawi nam się w trakcie (oczywiście najbardziej jestem ciekawa treningów frisbee).

Możliwe, że częśc różnic wynika z tego, że inaczej podchodzę do szczeniaka, mam trochę inne oczekiwania i nie zauważałam wielu rzeczy u Weny jako szczyla.

Z podobieństw? Największe, z którego jestem NIESAMOWICIE zadowolona - APORT :)))) Aż mam ochotę postawić im obu za to pomnik! Kocham Wene za jej bezproblemowy aport, a teraz kocham ją podwójnie, bo dała mi szczeniaka z równie bezproblemowym aportem!
Drugą taką istotną wspólną cechą jest umiejętność ignorowania rozproszeń podczas pracy. Dwa małe szczylki, które nie mają problemów z podejmowaniem współpracy w obcych, czesto trudnych miejscach. Są odwoływalne, chętne do 'roboty' i jakoś specjalnie się nie rozpraszają.
I jeszcze jedna wspólna cecha, która mnie rozśmiesza to styl szarpania. Zostało to już odgórnie określone jako 'wełens stajl' :P Trudno to opisać, ale potrząsanie głową z uroczym poburkiwaniem i innymi szalonymi szczegółami również mnie rozczula :)

Podsumowując ten przydługawy wykład - cieszę się, że one są zupełnie inne. Mimowolnie je porównuję, ale z racji, że są inne to na razie żadna nie wygrywa :P

Lubię tego mojego szczeniaczka :)

wtorek, 13 grudnia 2011
Mistrzostwa Polski Agility 2011

W miniony weekend, w pięknych okolicznościach przyrody, rozgrywały się Mistrzostwa Polski Agility.

Pojechałyśmy w ramach powracania do agilitowej formy! Przed zawodami Wena miała troszkę ograniczony ruch z powodu pewnych dziwnych dysfunkcji, ale na codzień wszystko było super. Zastanawiałam się więc jak będzie biegać (czy w ogóle pobiegamy). JAK w sensie fizycznym i w sensie psychicznym, bo wstrzymanie ruchu niezbyt dobrze działa na bieganie agility w łączności ze swoim mózgiem ;)
Biegała dość ładnie (z brzydszymi momentami :P ). Udało nam się nawet wybiegać pierwsze miejsce w egzaminie LA2, ale z 15 punktami, bo pokonało nas wejście w slalom.
Za to z pozytywnych rzeczy: bardzo malutko zrzucała, piękne strefunie i nawet ogarniała zakręcanie i dziwne wygibasy w okolicach hopek ;-)
Niestety musimy jakoś powalczyć z kołem, bo co któreś zawody (w zależności od wyglądu koła) Wena ma z nim problem. Tutaj również zaprezentowała problem. Oczywiscie zdarza się, że ślicznie je skacze, ale nie jestem go kompletnie pewna i się czaję jak głupia w jego okolicach ;-)

Czekam na filmiczki z naszych biegów, zobaczymy jak to wygląda 'z boku'.
A tymczasem garść PRZESLICZNYCH zdjęć :D

Tematycznie co do slalomu to mamy też problem z trudnymi wejsciami na lewą rękę i zmianami w okolicach slalomu. Wena ślicznie robi wejście kiedy trzeba zawinać się wokół pierwszej tyczki, ale z lekka gorzej jak trzeba pod trudnym kątem znaleźć pierwszą 'bramkę'. Muszę z tym chyba też powalczyć ;)
Odważyłam się już robić zmiany przed psem na hopkach to teraz pora na robienie zmian przy/za slalomem :-)

Górska kozica :D

 

Na zawodach była też moja malutka Hondzisława, która spisała się wprost wspaniale.
Oczywiście musiała zawierać znajomość z większością ludzi, robiąc borderzą glizdę i dziki 'uśmiech' ;-)
Zaliczyła chodzenie po dziwnych powierzchniach, ćwiczenie mini-zostawania w rozproszeniach i aporcik, aporcik, aporcik. Kocham dzieci Weny za ich aporcik ;-)
Poza tym nadal przeżywam fascynację związaną z faktem posiadania ŁADNEGO szczeniaczka :D


Honda i wielofunkcyjna rękawiczka :P

 

Oczywiście był z nami staff-zdobywca! Mancioch trochę trząsł pupką z zimna, ale przeżyła i wygląda, że ma się nienajgorzej :)

środa, 23 listopada 2011
Treningowe Zawody Agility.

Melduje, że nastąpił nasz powrót do agilitowego życia :)))
W miniony weekend byłyśmy na treningowych zawodach agility w Celinowie pod Warszawą. Pierwszy wyjazd na zawody w powiększonym składzie!

Pani Wełna spisała się bardzo, bardzo dobrze. Co prawda regularnie się disowałyśmy, ale w końcu to 'treningowe zawody', więc trzeba było trenować :D
W sobotę był mały szok na pierwszym torze - Wena zrzuciła większość tyczek, bo było chyba 65cm i piach. Już miałam czarne myśli, że nie da rady na tych zawodach normalnie biegać, ale Włóczek z biegu na bieg coraz bardziej odżywała, coraz bardziej popylała i nie kosiła. W niedzielę biegała troszkę niższe tyczki. Jednak grubaska trzeba trochę oszczędzać ;-)

Tutaj mamy jeden z ładniejszych biegów Wełny:

 

Ogólnie jestem zadowolona, nawet bardzo. Psy myślały, ze to normalne prawdziwe zawody i kaszaniły wszystko to co kaszanią na zawodach :D
Czyli Wena np. próbowała latać z huśtawki, albo ją zrywać, ale przeżyła zaskoczenie, bo była cofana, aż do łądnego wykonania :) Chyba się tego na początku nie spodziewała!
Strefy kładkowe i palisadowe bez zmian - bardzo zadowalające.

Miłym akcentem było to, że otrzymałyśmy z Weną nagrodę za Najlepsze Strefy :D Sliczny pucharek i tęczowy szarpaczek, który przejęło młodsze pokolenie.

A właśnie - pierwsze zawody Młodszego Pokolenia minęły zadziwiająco luźno. Może to zasługa tego, że Hondziacz przesiadywał z resztą w aucie w klateczce, wiec nie miała okazji zaprezentować 'koncertu z więzienia'. Ale mimo wszystko jestem z niej dumna. Ładnie wytrzymywała to, że przychodziłam na zmianę po Włócza i Manciocha, ją ciagle olewając... ;-)
Jak już wynurzała się z zakamarków klatki to prezentowała luz życiowy połączony z dziką radością z powodu spotkania tyyyyylu miziaczy!!
Ładnie sie szarpała i aportowała w okolicy,  niczym się chyba nie zestresowała, więc mamy socjal na plus.

A jeśli idzie o stres to muszę jeszcze wrócić do pani Wełny. Pani Wełna była na swoich ostatnich zawodach agility tuż przed dniami płodnymi w cieczce (4 dni przed kryciem) i przeżyła je okropnie. Tzn. zdecydowanie dawała mi do zrozumienia, ze ona woli miziu-miziu po cieczkowym brzuszku, a nie jakieś tam hopki. Była to pierwsza taka sytuacja, już chciałam wtedy wycinać jej macicę i nie produkować dzieci, ale jakoś po uspokojeniu nerwów (głównie moich) starałyśmy się zapomnieć o fakcie.
Dlatego byłam z lekka niepewna jaki będzie stan psychiczny wełnianego mózgu teraz - po ciąży. I co? Okazało się, że wróciła normalna Włóczka :-) Zachowywała się całkowicie normalnie, chętnie podejmowała wszelką współpracę, przeczekiwała czas miedzy biegami chodząc luźno i oglądając biegi innych piesków.
Było mi tak... komfortowo? Fajnie wiedzieć, że mój pies wrócił!

Pani Manciocha nie była zgłoszona, ale pobiegła sobie jeden bieg poza konkurencją:

 

Postaram się niedługo sklecić jakąś notkę na temat rozwoju Czarno-Białego Potwora Gryzącego Wszystko, czyli Hondy, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu żeby przetrawić to, ze ona jest jednak inna niż Wena :P

środa, 16 listopada 2011
jesień.

Jesień przez dłuższą chwilę była prześliczna i skutecznie odciągała nas od siedzenia w domu. Spacerki, treningi, powrót Włóczy do formy i praca z Hondziaczem.

Czasu mało, więc bez zbędnych opisów wklejam filmik. Pierwsza superprodukcja, gdzie malutka Honda gra główną rolę :D

 

Matka Włóczka i jej cień:

 

 

Dziecko:

 

I coś z Mantą!

niedziela, 30 października 2011
Pierwszy trening.

Pierwszy trening.

 

Dzisiaj był pierwszy trening agility Weny po dzieciaczkach.
Mój kochany grubas nad hopeczką:

 

Dzisiaj był pierwszy trening agility, na którym była Honda.

 

Oba pierwsze treningi zaliczamy do udanych! Na treningu okazało się, że Wena nadal ma mózg (istniało podejrzenie, ze stado wełniarzy wyssało cząstki jej rozumu razem z mlekiem…).
Na treningu okazało się również, że Honda jest godna swojej mamusi!

Do dziś pamiętam jak naturalną rzeczą była dla Weny praca w rozproszeniach. Pamiętam małą puchatą kuleczkę, która miała fantastyczny guziczek „praca”. Po naciśnięciu tego guziczka otoczenie przestawało istnieć. Bałam się, że nowy szczeniak będzie potworkiem, który jednak ma problem z biegającymi pieskami, krzyczącymi ludźmi i innymi tego typu rzeczami. Tymczasem mój malutki szczeniaczek na pierwszy treningu agility na jakim był (kilkanaście psów i ludzi) po prostu szarpał się zabaweczką i ją aportował! Wełniarz Junior jak nic :-)

Oczywiście była Wełną Junior też pod innym względem – jak chodziła luzem, coś robiła, albo bardzo się zmęczyła to była grzeczniutka. Tylko, że jak była na smyczy i tuż obok przemykał pieseczek biegnący po torze to wzbudzał w niej chęć dołączenia do tej fantastycznej zabawy ;) Ale jako, że jak każdy człowiek uczę się na własnych błędach, postaramy się skutecznie z tym zawalczyć!

Od czasu jak opuściło nas szalone stado wełniaczy mam więcej czasu i zdecydowanie więcej motywacji do pracy ze swoją trójką. Wiąże się to z większą ilością spacerów, piłkowaniem i wracaniem do normalności. Nawet jesień nie psuje mi humoru!!



 

Jesień ma też swoje dobre strony - jest niezwykle fotogieniczną porą roku!

 

Fajnie się wraca do życia :))))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23