niedziela, 13 maja 2012
Kiedy myślisz....
Kiedy myślisz... - ... że wiesz dużo
.... to wypożyczę Ci Hondzię na kilka dni ;D
Kiedyś wydawało mi się, że borderki nie szczekają, a te co szczekają to nie myślą. Wydawało mi się, że żeby piesek się czegoś nauczył i wyciągał wnioski to powinien poruszać się wolniej niż na etapie kiedy już daną rzecz umie.
Ciągle mnie zastanawia to jak jednocześnie można być tak idealnym, spełniającym oczekiwania i wyczepistym szczeniaczkiem, a z drugiej strony mieć tyle niespodziewajek w sobie.. :-)
Jestem jeszcze bardziej ciekawa co z tej małej cholery ma wyrosnąć ;D
Powszechnie wiadomo, że geniusze są bardzo specyficzni i nie zawsze łatwi w życiu codziennym :P
Dziękujemy Marysi Woźnej i Agnieszce Marcjasz za zdjęcia z tej notki!
środa, 02 maja 2012
DCDC Chorzów 2012
DCDC Chorzów, czyli pierwsze zawody z tej serii w tym roku. Ja w Chorzowie nigdy nie byłam (za to mój pies i owszem, frizbował tam już kiedyś), dlatego za punkt honoru postawiłam sobie to, żeby jednak tam dojechać!
W sumie nie wiedziałam czy warto. Wena ostatnio uprawiała wszelkie sporty na zasadzie "jadę na zawody, ale nie startuję", a JJ uprawiał dogfrisbee na zasadzie "faza dżejka, hejka hejka" :P Dla niewtajemniczonych "faza dżejka" oznacza nie myślenie, nie łapanie, odbijanie nosem, zębami, pełzanie zamiast biegania po pierwszej minucie, niemożność zrobienia ładnego overa, itp :P No, ale cóż jedziemy! Zawody rozpoczęły się rundą toss&fetch z Weną. Pierwsza runda, pierwsze rzuty i... ups :P Przyszła pora na openowe freestyle. Najpierw Pani Włóczasa. Byłam niesamowicie dumna z Weny, że dała rade te pełne dwie minuty jednak być ze mną i na koniec freestyle'u tak się spiąć, że wtedy wyszło nam wszystko :) Tak więc nie był to zdecydowanie freestyle na miarę możliwości Weny, ale zrobienie tego freestyle'u oznaczało, że Wena oficjalnie powróciła na zawody frisbee! w piątym (!!) roku moich startów z Weną na frisbee po raz pierwszy (!!) zrobiłam na freestyle'u z Weną zwykłego, klasycznego leg vaulta :D Po kilku latach wreszcie do tego dojrzałyśmy, a ja nauczyłam się go rzucać!
jest to historia o tym, że freestyle na frisbee nie oznacza konieczności robienia takich vaultów z psem. Kiedyś nawet robiłam tego leg vaulta na treningach, ale samo przepełznięcie/przebiegnięcie psa po naszej nodze nie oznacza, że to był leg vault. Zadziwiające ile trudu może sprawić jeden element, który robi tyle osób i który jest tak popularny. Ile czasu musiało upłynąć zanim mój mózg zrozumiał JAK to powinno wyglądać :) Potem nastąpił freestyle Dżej Dżeja i... kolejne niesamowicie miłe zaskoczenie :))) Wyszło co najmniej dobrze biorąc pod uwagę możliwości JJ'a! Na dodatek nowy "mjuzik" zrobił furorę :P
Dżej mimo upału był bardzo dzielnym pieskiem. Troche klops z tymi niezłapanymi flipami, ale drugi freestyle był dużo lepszy, wiec mu wybaczam!
Ja bardzo lubie takie zdjęcia jak to poniższe, bo na nich widać, że to praca zespołu :)
Toss&Fetch Weny liczony do freestyli był mocno przeciętny, ale z jednym ładnym rzutem. Łącznie 12,5 punkta. T&F JJa do freestyli też średniawy - 9,5 punkta. Fajnie, że tak się stało, ale oznaczało to też, że przez pół dnia nic nie robimy, a potem w krótkich odstępach czasu musimy spiąć tyłki kilka razy z rzędu ;)
Podsumowując? Moje psy są geniuszami. Bije pokłony przed nimi!
Oraz wznoszę ręce ku niebu na ich chwałę :P
Pełne wyniki: TUTAJ
wtorek, 17 kwietnia 2012
sezon!
Nagle i nieprzewidywalnie czas skurczył się jeszcze bardziej! To może oznaczać tylko jedno - zaczął się sezon ;D Nie wiem kto normalny cieszy się z braku czasu, ale wiem, że większość frizbowego środowiska już podskakuje z radości na myśl o przełomie kwietnia i maja, kiedy to będzie pierwsze DCDC! Tymczasem w miniony weekend mieliśmy solidną przedsezonową zaprawę na Latającej Akademii Dog Chow w Gliwicach. Pouczający weekend, mnóstwo nowych doświadczeń, zakwasów, błota, deszczu i wiatru ;D Bardzo fajna atmosfera, strasznie fajni ludzie i porządny poziom zmęczenia spowodował, że poczułam sportowo-psią wiosnę mimo niesprzyjającej pogody. Za takie oczy można jej wybaczyć pewne niedogodności jej narwanej osobowości ;D Starała się być godną następczynią swej dzikiej Matki Włóczy! oraz emanowała genialnością swojej psiej osoby!
Za nieziemskie zdjęcia dziękujemy Alicji Zmysłowskiej vel. Wymiataczce Psich Portretów ( KLIK DO WYMIATACZKI ) Aha, Hondzia Mondzia próbowała mi dziś wytłumaczyć, że za długo przebywam przy internecie. Zrobiła to w baaardzo skuteczny sposób, a mianowicie wciągnęła do klatki kabel od internetu i go przepołowiła w strategicznym miejscu.
wtorek, 03 kwietnia 2012
UFO :-)
Sezon frisbee możemy uznać za otwarty :-) Z racji strasznego frizbowego głodu postanowiliśmy zaplanować wypad do Opola na zawody UFO CATCH CONTEST. W zeszłym roku nie udało nam się na nich zjawić, więc trzeba było to naprawić. Miałam oczywiście ambitne plany treningu przed zawodami, dwa psy do fristajlowania, nawet nie wystartowałam z Weną w ostatnich zawodach agility na wykładzinie właśnie po to, żeby była w formie na to frisbee. Po pierwsze tuż przed zawodami Włócza doświadczyła kobiecej niedyspozycji, ale z racji samiutkiego początku tejże przypadłości otrzymała zgodę na start. W efekcie nie zrobiłam z psami praktycznie NIC konkretnego. Ale Wełna jak to Wełna frisbee łapała. Z Dżejkiem miałam kilka elementów, z których można było zaimprowizować freestyle, więc wio. Wichury niestety trwały, sobota była podobno mocno ambitna. Jednak w niedziele rano nawet wychodziło słoneczko i nawet wiatr się uspokajał więc byliśmy dobrej myśli. Najpierw throw&catch i pani Wełna. Rozgrzana złapała kilka razy frisbee, obserwowała sobie inne biegające pieski i czekała na uboczu. Wydawało się, że wszystko jest ok. Został nam JJ, który na rundzie throw&catch ze mną załapał jeden rzut... Więc już zupełnie na luzie, bez ciśnienia idziemy na freestyle, który okazuje się chyba freestyle'm życia pana JJ'a :D Na razie mamy jedno zdjęcie:
Druga runda już nie była tak owocna, ale w efekcie Dżejko zajął całkiem ładną pozycję 8 w ostatecznym rankingu! A wśród samych fristajli był czwarty ;D Wczoraj pieski miały przerwe i siedziały grzecznie w domku. Dzisiaj Wełna miała dzień testowy i okazuje się, że rusza się już całkowicie normalnie i nie ma żadnych objawów bólowych w żadnej z łap. Honda spotkała dwójke swojego rodzeństwa i dobrze się bawiła witając wszystkie ciocie i kilka razy aportując rollerki :-) Tak więc Wena ostatnio jeździ na zawody, ale na nich nie startuje, taki nowy sport... ;-) Mam nadzieję, że reszta sezonu będzie dla nas szczęśliwsza. Przynajmniej wiemy, że w najbliższym czasie nie przeszkodzi nam jej 'kobieca niedyspozycja', więc możemy szaleć :P
środa, 21 marca 2012
Praca ze szczeniaczkiem?
Praca ze szczeniaczkiem to modny, popularny i dosć ‘kontrowersyjny’ ostatnio temat ;-) Wiele ludzi stało się świadomymi posiadaczami psa, który był wybierany po to, by w przyszłości czynnie uprawiać sport. Starają się więc mądrze wykorzystać czas, kiedy nasz przyszły mistrz jest szczeniakiem i robią sobie ‘coś tam’ pod kątem przyszłej pracy w konkretnym sporcie. Stałym elementem tego jest np. podglądanie ‘rówieśników’ i porównywanie rozwoju swojego szczeniaka do ich szczeniaka. Czerpiemy inspiracje z innych filmików, wykorzystujemy pomysły na to co można z papisiem robić i z ciekawością śledzimy rozwój innych przyszłych wymiataczy :-) Dla mnie temat również jest bardzo ‘na czasie’, bo staram się właśnie jako tako poprowadzić przez początek życia moją czarno-białą potworzycę Hondę.
Mimo woli (bo się przed tym bronię) co jakiś czas porównuję ją do mojego poprzedniego ‘świadomego’ szczeniaczka, czyli Weny. Wena była na tym etapie już ponad 4 lata temu, więc oprócz różnić rozwojowych moich szczeniaków, niesamowicie fascynująca jest różnica w podejściu do początków pracy w sporcie. Różni się moje podejście, różnie się podejście ‘ogólne’ (czyli co ‘opinia publiczna’ uznaje za dobre, a co za złe), różnią się metody, wzorce i „trochę” różni się zasób moich doświadczeń. Wena w wieku 3. miesięcy miała takie zdjęcia: Czyli wszystko wg tego jak wtedy uznawało się postępowanie adżilitowe ze szczeniaczkiem :-) Długie proste na niskich tyczkach bądź z tyczkami na ziemi. Tuneliki, szybie bieganie, zmotywowanie pieska i wyrobienie w nim przekonania, ze bieganie ile sił w łapkach jest fajne!
Oznacza to, że przez te 6 miesięcy nie poczynił jakiś zadziwiających sukcesów. Owszem – sekwencje były trochę dłuższe i minimalnie trudniejsze, ale nadal opierało się to na tych samych zasadach: biegniemy ile sił w łapkach, fajnie się bawimy, prawie nie skaczemy ;-) Czy mój szczeniak musiał więc poznać adżilitowe przeszkody już w wieku 3. miesięcy? NIE. No dobra, to spójrzmy na ten drugi sport. Wena w wieku 6. miesięcy miała takie zdjęcia:
A więc robiła rzeczy jak najbardziej odpowiednia dla szczeniaczka w jej wieku wg ówczesnego postrzegania. Wełna ganiała rollerki, zaczynała robić overki, aportowała frisbee, wymieniała na drugie i się przeciągała. Tak więc tak sobie żyłyśmy, wszyscy nam mówili, że Wena fajnie pracuje, że ładnie, że się fajnie dogadujemy i w ogóle byłam szalenie podekscytowana mając psa, który CHCE pracować i tak fajnie to robi! I pieski, które miały przed sobą frizbową przyszłość bawiły się tak jak należy:
Teraz jest moda na frizbowo-skaczące pieski, więc oczywiście nie powinno się zaczynać wcześnie, bo bez sensu uczyć psa NIE skakać jak potem ma skakać. A wiadomo, że jak pies jest mały to skakać nie może. A więc szczeniaczek łapie rollerka!
Który jest bardzo bezpieczny dla szczeniaczka!
Oraz szczeniaczek łapie backhandzik:
Zastanawiające jest, że w sumie to chyba ten rollerek był dla niego bardziej obciążający fizycznie niż ten backhandzik. Przy łapaniu tegoż rollera wbija się w ziemie i ostro hamuje i możemy się tylko domyślać jaka siła działa wtedy na jego stawy i jakie one mają obciążenie. Absolutnie nie wnioskuje o to, żeby rzucać szczeniaczkom backhandy zamiast rollerów, ale myślę, że czasem warto spojrzeć na to co widzimy w bardziej obiektywny sposób.
Tak więc kiedyś panowało przekonanie, ze im wczesniej tym lepiej, bo ‘czym skorupka za młodu…’ ;-) Na dzień dzisiejszy natomiast przekonanie i moda są trochę inne. Z perspektywy pracy ze szczeniakiem. Odnosze wrażenie, że obecnie panuje właśnie moda na to ‘im mniej tym lepiej’ – tzn. dajmy szczeniaczkowi być szczeniaczkiem. Bardzo uogólniając obecny trend jest chyba lepszy, bo możemy uniknać przeciążania szczeniaków, zbyt dużych wymagań i ryzyka, że ktoś bardzo początkujący ‘zajedzie’ swojego papisia. Jednak z drugiej strony czasem mam wrażenie, że w ten sposób argumentuje się braki w wychowaniu ;-) Nie przyszedł na zawołanie i od 15 minut ma mnie gdzieś ganiając za psem sąsiada? Spokoooojnie, to jeszcze szczeniaczek nie wymagajmy za dużo, dajmy mu być szczeniakiem! Od 3 miesięcy nie zaaportował mi żadnej zabawki, gryzie po rękach i skacze na ludzi? Spokooooojnie, to jeszcze szczeniaczek, nie możemy na niego nakładać zbyt dużej presji! Widząc kogoś ćwiczącego usilnie aport ze swoim szczeniakiem podczas dość długiej sesji gdzie piłki fruwają, szarpaki latają, nawet zęby szczeniaka pojawiają się w powietrzu ;) , jesteśmy w stanie powiedzieć – ok., przecież on pracuje nad podstawami! Podstawy są ważne! Ale jak ktoś kto ma aportującego szczeniaka, który nie ma problemów z zasadami tej zabawy i pracuje bardzo ładnie, a właściciel zrobi ‘coś więcej’ – np. rzuci szarpaczek nad nogą tak, że szczeniak zrobi swojego pierwszego w życiu overka – to jest złe! Bo to już nie są podstawy! Nie ważne, że szczeniaczek nr 1 biega 10 minut i miał sukces dwa razy. Szczeniak i właściciel się frustrują i na pieska nakładana jest naprawdę spora presja psychiczna. To nieważne – praca szczeniaczka nr 1 jest w porządku, bo to są podstawy, a praca szczeniaczka nr 2 już nie, bo to nie są podstawy i go zmuszamy do skakania!
Powyższa sytuacja jest czysto hipotetyczna, ale mój obecny szczeniaczek poznał już smak skakania przez nóżkę ;-)
Trudno mi opowiedzieć się za jednym, konkretnym schematem postępowania. Odnośnie agility nie chcę powtarzać schematu jakim Wena zaczynała treningi. Odnośnie frisbee staram się z Hondą robić mniej więcej tak samo jak z Weną :-) Odnośnie całej reszty uważam, ze bardzo ważne jest indywidualne podejście do szczeniaka. Nie wrzucajmy naszego szczeniaka w zbyt trudne warunki/wymagania tylko dlatego, że „Pusia, która również ma 6 miesięcy już to umie”! Ja lubię klikać swoim psom różne dziwne rzeczy. Przykładowo – dla mojego obecnego szczeniaczka trudniejszą rzeczą było zostawanie niż aportowanie sznureczka w rozproszeniach przy stadzie biegającyh psów. Sama podglądam co robią inni, co robili ze swoimi szczeniakami w danym wieku i jak się to przekłada na obraz ich pracy teraz. Eksperymentuje i cieszę się z kolejnych kroków jakie pokonujemy. Mogę porównywać mojego szczeniaka na podstawie filmików do innych szczeniaków, ale filmy to tylko ułamek naszego życia. Trzy minuty materiałów wideo sklejone do kupy z muzyczką w tle. Fajnie widzieć styl pracy, czasem urywki metod jakimi ktoś pracuje, ale nie powie nam to co dzieje się na co dzień, poza obiektywem ;-) Mój szczeniaczek śmiga, aportuje, podskakuje i czyni cuda, ale jakiś miesiąc walczyłyśmy z drogą na nasz spacerowy teren i początkiem spaceru. Zdarzało nam się stać 2 minuty w miejscu jak dwa kołki w oczekiwaniu, aż Honda usiadzie i na mnie spojrzy, ja odepnę ją ze smyczy, a ona poczeka na magiczne słowa „okej!”, podczas gdy wariujące mamuśki Wena & Manta skutecznie odmóżdżały mojego szczeniaczka :P Dzisiaj ośmiomiesięczny borderek łapiacy backhand budzi mieszane uczucia, ale jeszcze dwa lata temu dziewięciomiesięczny borderek startujący w kategorii Young Dogs budził nasz zachwyt! Przypominam, ze w young’ach również obowiązywała runda toss&fetch :)
Nic nie jest czarne, albo białe (nawet te nieszczęsne borderki są CZARNO-BIAŁE!), ale przynajmniej życie nie jest nudne :-)
poniedziałek, 12 marca 2012
HONDA - the power of dreams :)
Filmik prezentujący poczyniania półrocznej Hondy. Zaczyna coraz bardziej przypominac mamusię :-)
wtorek, 06 marca 2012
Pół roku za nami!
Jeszcze pamiętam to nieustanne sprawdzanie czy Wena ma już cieczkę, to niedowierzanie i radość jak po mega udanych zawodach frisbee wreszcie już!! Wtedy całe to posiadanie szczeniaczków stało się tak realne, że aż byłam w szoku. Czas znów nie pozwala na zrobienie filmiku, może wkrótce. Zaczyna się sezon wyjazdowy, fruwamy to w jedną to w drugą stronę, do tego studia, praca i... półroczny szczeniak ;-)
Hondzia nie ma łatwego życia, ale jakoś sobie radzi :P Już jako malutka papisia była zmuszona do dość długiego pozostawania samotnie w klatce, do dzielenia się moją uwagą z dwoma pozostałymi potworami. Niby między wybieganiem dwóch a trzech psów nie ma dużej różnicy, przecież nie raz byliśmy ekipą Wena-Manta-JJ.
Bo szczeniak nie może 'tego', bo szczeniak nie może 'tamtego'. Bo nie powinien 'tutaj', bo powinien robić 'to'. I tak w kółko :P
Honda więc bardzo mało 'aktywnie' bywa w mieście. Z reguły śmiga razem ze mną przez miasto, zamknięta w klateczce w samochodzie, żeby jak najszybciej ominąć korki i dojechać na trening/zawody/spacer/itp. Wiosna, słoneczko, dłużej jasno i te sprawy... Korzystamy z każdej okazji, żeby wyspacerować się w pieknych okolicznościach przyrody: A nie w środku miasta, gdzie każdy gdzieś się spieszy... No, ale żeby trochę nadrobić mój miejsko-wiejski burek w nastepny weekend wyruszy na podróż pociągiem i będzie to jej pierwsza taka podróż bez swoich dwóch matek przy boku :P
Chciałam też dodać, że w ciągu półrocznego życia Honda pokazała, że moje główne zmartwienia dotyczącego tego 'jaka będzie' poszły już w niepamięć, wiec zaczęłam sobie znajdować nowe ;D Zawsze jest coś czym można się pomartwić! Teraz jestem na etapie 'Jak już jest taka pod względem psychicznym jaka być miała, to na pewno nie będzie całkiem zdrowa'. Na szczęście Honda nie słyszy moich obaw i żyje szczęśliwie i w całości ;)
A Wena chyba wraca do normy :-)
Pogoda wzywa nas na frisbee!! |
Archiwum
Zakładki:
Nasz profil na YouTube:
Nasza strona www:
ZNAJOMI
|