Menu

Wena, Honda, Nismo...

... i wszystko jasne

Sezon 2015 i ile siedzi w naszej głowie?

wenabc

 

W tym roku nie udało mi się napisać porządnej relacji z żadnych zawodów frisbee, w których braliśmy udział, więc postanowiłam w jakiś sposób podsumować ten sezon, żeby jednak nie odszedł w niepamięć.
Mimo braku technicznego rozkwitu (gdzie ten mój zapał i moje uniesienie po finale 2014...) dochodzę do wniosku, że nauczyłam się kilku niezwykle istotnych rzeczy, a jak wiadomo z własnych doświadczeń i błędów wynosi się najwięcej ;-)
 

Tak jak już pisałam w poprzednich postach nasz tegoroczny sezon rozpoczął się od perypetii zdrowotnych Hondzi. Dokładnie miesiąc przed pierwszymi zawodami w sezonie, Hondzia miała epizod bólowy, po którym nastąpiła diagnostyka i pierwszy etap leczenia.
Zawody we Wrocławiu, początek czerwca, Hondzia cały miesiąc siedziała samotnie w pokoju, mimo że to z nią wiązałam duże nadzieje w tym sezonie. Wena miała we Wrocławiu mieć jeszcze „wolne”, ale zdecydowałam się startować, no bo z kim miałam sobie pohopsać jak nie z moją niezawodną Wełną.

 

Ale nie muszę chyba mówić czym była zajęta moja głowa ;-) Ciągle jakiś żal, że Hondeczka taka biedna, ale co nas nie zabije to nas wzmocni i miałam nadzieję, że odbijemy sobie z Hondą w drugiej połowie sezonu! Wena jak zwykle niezawodna, ale zdecydowanie nie było TEGO CZEGOŚ, bo... no właśnie, bo co?
Ładnie poszedł nam niedzielny freestyle, ale łączna przeciętność dała 10 miejsce w Super Open. Mimo wszystko pamiętam, że jakoś byłyśmy zadowolone i podbudowane :)

Zaczął się szaleńczy wir uczelni, seminariów, treningów i już za chwilę, już za momencik nastało DCDC Poznań! Nastroje dużo lepsze! Hondzia w świetnym stanie, nadal oczywiście bez startów, ale już w trakcie pląsania i intensywniejszej rehabilitacji :-)
Nasze starty z Weną nadal mocno przeciętne, ale już sprawiało mi to dużo więcej radochy i „wkręciłam” się jak zawsze!
Też ostatecznie 10. miejsce w Super Open, ale jakoś mam poczucie, że było zgrabnie!

 

Później nastał czas wspaniały i pełen radości!
Najpierw nasz obóz w Annówce, gdzie Hondzia nieśmiało odbyła pierwsze sesje frisbeee. Wena w super formie, Nismo wyleczył nadgarstek (który zdążył sobie w międzyczasie popsuć). Chwilka odpoczynku w Poznaniu i obóz z Lucką i Vercią, czyli czeskie kokszenie :)
Czas BARDZO pozytywny! Podczas tego obozu sesje frisbee zaliczyly wszystkie trzy włóczniki. I oczywiście najbardziej cieszył mnie najzwyklejszy w świecie toss&fetch Panny Hondeczki! Wena w tym roku również była czynnym uczestnikiem i jak zwykle nie zawiodła, a ja dowiedziałam się, że widać znaczną różnicę w moich rzutach. No cudownie!
 

Po tym frizbimaratonie wyjechaliśmy sobie na wieś. Świat był piękny i wspaniały :) Cztery śmigające psy w dobrej formie, mniejsze upały niż w mieście, staw pod domem, intensywne życie i jeszcze intensywniejszy odpoczynek!! Nismo rozpoczął nauke slalomu, Honda zrobiła swoje pierwsze flipy od wiosny, Wena zasuwała jak młoda kuna!
W okolicach 20 lipca bezwzględnie porzuciłam swoje wszystkie psy i ruszyłam na kilkanaście dni bezpsich. Maciek dzielnie sprawował opiekę nad naszym stadkiem, a ja zazywałam relaksu (taaaaa, ahaaaa) na obozie awf-owskim. Z drugiego końca Polski od Macka docierały same pozytywne informacje, które głosiły, ze Honda jest najbardziej niezawodnym psem podczas wiejskich treningów frisbee :)) Wieści głosiły też, że forma psów ciągle rośnie i czują się świetnie! Ja na obozie dostałam nieźle do wiwatu i wróciłam okropnie zmęczona fizycznie, ale też przeokropnie wypoczęta i naładowana psychicznie!
GOTOWOŚĆ DO WALKI +500!!
A dlaczego? Dlatego, że wracałam niemal prosto na zawody w Sopocie – Dog Games, gdzie... TAK, TAK! … startowała też Hondeczka!
Podczas pobytu na wsi konsultowałam się na bieżąco z prowadzącą nas Mądrą Panią i dostałyśmy zielone światło nawet na slalomowanie, bo forma mojego sportowca była bez zarzutu!
Zgłosiłam więc Hondę do toss&fetch i wyścigów AgiRaces. Wena startowała tradycyjnie w Super Open.
I TO BYŁO TO!
Moja głowa była na doskonałym miejscu. Honda trzaskała toss&fetcha niezawodnie i wykręciła najlepszy czas na slalomowych wyścigach (poniżej 10sekund) zdobywając złotą statuetkę :)
Miało to wszystko niesamowity wpływ na nasze starty we frisbee :) Mimo śmiesznego wyniku na toss&fetchu poszalałyśmy sobie fristajlami (niedziela – 36,40!) i zajęłysmy z Weną 4te miejsce, jednocześnie kwalifikując się na Finały Światowe USDDN w USA!

Czułam moc, czułam radość i satysfakcje! :) Dodatkowo Hondeczka wzięła udział w krótkim pokazie technik freestylowych będąc.... nooo, będąc HONDECZKĄ

Z wielkim bananem na twarzy, z wielkim serduchem i rumianymi polikami wracaliśmy z Sopotu naładowani tajną mocą! NO TERAZ TO JUŻ MUSI BYĆ SUPER, na finale będzie najbardziej super na świecie!!!
Frizbi, treningi, bieganie, śmiganie, nowe rzuty, podbijemy świat, a przyszły rok to już w ogóle!!

I potem następuje wielka czarna otchłań.

Psy odespały zawody i okazało się, że Hondeczka znów nie wskakuje na łóżko, a wchodzi na nie po jednej nóżce. Strach, wyrywanie włosów z głowy, odcięcie treningów. Musiałam jednak trochę udobruchać swoją głowę, bo byliśmy na drugim końcu polski, a Hondzia z dnia na dzień czuła się lepiej. W drugiej połowie sierpnia już w ogóle było super świetnie, zero problemów, ale moja głowa nie była spokojna. Umówiłyśmy się więc do naszej Mądrej Pani Doktor i postanowiłyśmy zrobić rezonans magnetyczny, zeby potwierdzić raz na zawsze wyzdrowienie Hondeczki i uwolnić umysł (w badaniu klinicznym nic nie wskazywało na problem pacjentki).

Nastał ten dzień 24/08. Diagnoza, rokowania, wyrok. Płacz, łzy i koniec świata. Milion myśli co zrobiłam źle, gdzie zawiniłam, co by było gdybym inaczej poprowadziła nasze życie (bo Hondeczka żyje tym co robi ze mną).... O tym mogłabym napisać dziesięć osobnych wpisów, ale poprzestańmy na tym, że dla Hondeczki to koniec tego co kochała, czym żyłyśmy.

A tutaj psikus! Za półtora tygodnia kierunek Warszawa i Finał Krajowy DCDC. Dziesiąta edycja. Uniesienia, wspomnienia, niezawodna Wena.  Na dodatek podczas wizyty weterynaryjnej u Mądrej Pani w sierpniu dowiedziałam się, że Wena jest w ŚWIETNEJ KONDYCJI i nic praktycznie nie wskazuje na jej wiek, a już na pewno nie jej układ ruchu! Probowałam nawet trenować. Próbowałam się cieszyc tymi zawodami. Próbowałam sobie wmówić, że damy radę.
I nie dałyśmy. To były jedne z najgorszych startów w moim życiu. Wena starała się jak mogła, ale nie jest głupia, jest włócznikiem, ma swój (najwspanialszy na świecie) wrażliwy umysł, który uwielbiam!!! Zrobiła „normalnie” 3 rundy. Pracowała, biegała, kibicowała swoim dzieciom, była ze mną, spełniała swoje zadania. Ale niestety naszych głów nie da się oszukać ;) Po pierwszym fristajlu myślałam, że sobie wmawiam, ale jak z ust znajomych padają slowa „ej, cos się stało? To nie był Twoj normalny fristajl!” to znaczy, że innych też nie oszukasz.
Więcej niezłapanych dysków niż zwykle, bałagan w połączeniu elementów, spięcie i brak dzikiej radości.
Nawet nie wiem ile zdobyłyśmy magicznych punktów i które miałyśmy miejsce :) Wiem, że jestem strasznie słabym sportowcem jeśli chodzi i mentalność i ogarnięcie swojej głowy. Teraz wiem to doskonale!
Wystarczy jedna rzecz, która siedzi w mojej głowie przez cały sezon i nie jestem w stanie zaliczyć satysfakcjonującego występu. Kocham moje wrażliwce, uwielbiam jak udziela im się moje pozytywne podniecenie i jak startują najlepiej na świecie, bo JA JESTEM ZADOWOLONA. Ale druga strona medalu jest taka, że jak ja przeżywam to przezywamy to RAZEM :)
 

We wrześniu wybraliśmy się z Hondzią na konsultację do Brna i to oczyściło nasze głowy. Okazało sie, ze jeszcze całe fajne życie przed nami!:) Niestety niezbyt dobrze na moja głowę wpłynęła postawa pana doktora odczytującego rezonans, na szczęście pozniej konsultowaliśmy sie z trzema innymi lekarzami i w efekcie jak zwykle zdania sa podzielone. Na szczęście Honda nadal niezmiennie CZUJE SIE SWIETNIE, co jak na razie potwierdza ścieżkę która idziemy! Na dodatek, no prawda jest taka, że czas leczy rany, psychiczne tez :P Wena wzniosła się na wyżyny swojej formy, Nismo rozwinął się szkoleniowo, a moje priorytety stały się znacznie zdrowsze i wiem, że wiele dobrego przed nami.
W momencie, kiedy dostałam jasne zalecenia i ktoś poukładał mi w głowie co się dzieje w plecach Hondy i co może się dziać dobrego w jej życiu, czarna otchłań poszła sio!
Mam nadzieję, że przed Weną jeszcze kolejny sezon we frisbee! A potem? Potem się zobaczy :)

Jest DOBRZE!

PS. Dziękuję wszystkim, którzy dawali znaki bycia z nami, którzy musieli mnie znosić na koniec sierpnia i bez których nie wykluczam, że bym się zapadła z tym całym "super psim światkiem"! Buziaki od naszej ekipy!

PS2. Ogromnie dziękuję autorom zdjęć z tego posta. Zawsze niesamowicie cieszą mnie zdjęcia z pierwszy startów moich psów, teraz dowiaduję się jak cieszą te z ostatnich!

© Wena, Honda, Nismo...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci