Menu

Wena, Honda, Nismo...

... i wszystko jasne

Smutny Dżony i wesoły Puszek ;-)

wenabc

Pieski już tak mają, że jak im coś dolega to trudno im się z nami porozumieć w tym temacie.
Często mimo problemów z układem ruchu, wcale nie kuleją. Mimo jakiś objawów bólowych, nadal żyją normalnie. Mimo zmęczenia i dyskomfortu - nadal pracują.
Jednak jak się żyje z psem swym w jednym domu to się go po prostu zna. Objawy przeróżnych chorób czy nieprawidłowości często są niesamowicie subtelne. A  jak wiadomo, najlepiej wszelkie problemy wykrywać i zwalczać jak najszybciej.
Ja niestety jako częściowo uświadomiony medycznie właściciel, mam tendecje do przesadzania. Doszukuję się minimalnych objawów i już mam wizję poważnej choroby. Na dodatek mieliśmy już i psa z babeszjozą i psa z zerwanym więzadłem i takiego z uszkodzonym mięśniem. I w każdym z tych przypadków pierwsze objawy były dość... niespecyficzne i trudne do diagnozy.
Po tych i wielu innych przygodach jestem trochę no, przewrażliwiona :P

Niedawno skończył się sezon, ja spędzałam mnóstwo czasu w domu i bardzo dużo tego czasu poświęcałam psom. W pewnym momencie dotarło do mnie, że Hondzia jest trochę.. smutna! Inaczej tego nazwać nie mogę ;) Ale moje radosne, kochane, przytulaśne i absorbujące zwierzę, stało się takie grzecznie i.. NIEabsorbujące.
Analiza naszych poczynań spowodowała wysnucie wniosku, iż Hondeczka zmęczona jest aktywnym życiem.
Nadal dziwnie mi się patrzyło na Dżonego, który ogromną część czasu w domu spędzął tak:


Dziwnie mi się patrzyło na Dżonego, który jadąc NA trening spał w samochodzie (z reguły sen dopada ją w drodze powrotnej;). No ale pracowała normalnie, cieszyła się z aktywnego życia, z radością trenowała.
Postanowiłam więc zrobić jej przerwę. Dostała prawie tydzień bez treningów, dużo czasu spędziła w pociagu/w klateczce/śpiąc/nudząc się. Po przerwie pełna optymizmu zabrałam ją na trening agility, gdzie ... wszystko prawie biegałyśmy na czysto!! To jest coś niespotykanego, bo wymyślałam dość trudne rzeczy i wszędzie zdążyłam na czas, Dżony jakoś mało szalony grzecznie wszystko wykonywał. Brakowało mi jej 'szajby' w oczętach.
Myślę se no dobra, może tak ładnie nam idzie po przerwie :P
Następnego dnia poszłyśmy na frizbi i Dżony nie dość, że odmówił zrobienia flipa (czaiła się na ziemi, żeby jak najmniej skoczyć) to jeszcze wracając z dyskiem rozglądała się na boki i nie wykazywała dzikiej radości.
To niestety spowodowało, ze już w mojej głowie zaszła wizja Dżonego niemalże na łożu śmierci! Dżony w samochód i śmigamy się zbadać do wterynarza.
Zrobiliśmy morfologię i biochemię krwi. W efekcie okazało się, że Honda jest "wypłukana" z elektrolitów (wszystkie poniżej normy) oraz ma wysoki hematokryt (nieznacznie przekroczony, ale jednak). Wszystko to wygląda jak objawy jakiegoś odwodnienia. Krew Hondeczki jest za gęsta i w efekcie trudno jej się krąży po ciele tak, żeby każdy narząd i każda tkanka dostały to czego potrzebują.
Powoduje to razem efekt taki jaki zaobserwowałam - smutny Dżony!! Honda po prostu nie miała siły - nie dlatego, że jej się nie chciało, ale dlatego, że jej ciałko trochę sobie nie radziło.
W przypadku ludzi-sportowców też często się takie rzeczy zdarzają. Więc paradoksalnie nasz najbardziej sprawny pies, w najlepszej kondycji, właśnie ze "sportowym" organizmem, potrzebował pomocy.
Teraz jak na sportowca przystało nawadnianie z elektrolitami. Coś wspomagającego na ukrwienie mózgu i innych ważnych elementów i troszkę rozrzedzenie krwi, no i przerwa.
Jak na razie minęły trzy dni i podoba mi się pierwszy objaw - powróciła szalona radość z dziki pląsami jak wracam do domu :P Wtedy nawet to było tak na 80%, taki Dżony był smutny!
Sytuacja jest o tyle dziwna, że nic jej nie dolegało,je normalnie, pije normalnie, jest w super kondycji - przypakowała nawet! A jednak coś "poszło nie tak".

Dlaczego o tym pisze? Bo sama czasem myślę sobie, że przesadzam. Że pies ma prawo być zmęczony. Że przecież nic psu nie jest - je, biega, trenuje, nie ma problemów żołądkowych, nie ma gorączki. A jednak "COŚ" nam nie pasuje. Czasem warto to "coś" sprawdzić :)
Tym razem okazało się, że powód zachowania Hondy nie był poważny, ale mogły to być również zwiastuny np. babeszjozy.
Szczęście, że chodzimy do weterynarza, który rozumie, że moje pieski trenują, są sportowe i zwykły spacer to nie dla nich szczyt możliwości fizycznych. I ten weterynarz jak przychodzę i mówię "no w sumie nic jej nie jest, ale jest spokojniejsza, smutna i wie pan - cały trening biegała agility na czysto, bez swojego szaleństwa!" - to nie patrzy na mnie dziwnie, pukając się w głowę, tylko zaczyna się zastanawiać jakie badania zrobimy :-)

Teraz Dżony radośnie tarza się na kanapie z dzikim pomrukiem! Dla odmiany po tym jaki kilka dni głównie leżała pod fotelem z senną minką.

Na razie ochoczo korzystamy z resztek ładnej pogody.

 

A druga część tytułu notki? Wesoły Puszek?
Nismo podrósł na tyle, ze jego życie staje się coraz ciekawsze :)

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [tintalomo] *.gl.digi.pl

    Pogłębiłaś moją hipochondrię psią...:) dobrze, że już jest z Dżonatanem wszystko dobrze :)

  • Gość 91.235.253.*

    Pozazdrościć takiego weterynarza!
    Dobrze, że z Dżonym już lepiej.

© Wena, Honda, Nismo...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci